13166002_1161999447155565_2363588925590174101_n

Klasyk Beskidzki i Skandia Kraków

Maj tego roku obfituje w starty. Jeszcze nigdy nie miałem tyle wyzwań na jeden miesiąc. Dopiero mija pierwszy tydzień, a już dwa wyściga za mną. Klasyk Beskidzki i maraton Skandia Kraków zaliczone. Noga przepalona. To dopiero początek!

Klasyk Beskidzki

Mój pierwszy start w wyścigu szosowym. Jadąc do zajazdu Pstrąg u Eda (miejsce startu), kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Lokal okazał się bardzo ładny. Udało się zjeść przed startem doskonałe naleśniki. Panie z obsługi były bardzo miłe.

13139139_1163341207021389_8916809721496608388_n

W biurze zawodów bez kłopotu – i kolejki – odebrałem numery startowe. Jeden na koszulkę, drugi na sztyce podsiodłową. Jak w profesjonalnym wyścigu szosowym! Poczułem się przez chwilę jak zawodowiec :-) Numer na sztycy to genialne rozwiązanie. Nienawidzę numerów montowanych na kierownicy. Nie dość, że działają jak spadochron hamujący, to przypięte ograniczają swobodę ruchu kierownicy i linek.

13174155_1161999503822226_6070225518793866216_n

Wystartowaliśmy punktualnie. Udało mi się ustawić “na czubie” mojego sektora. Łudziłem się, że utrzymam tempo peletonu. Niestety, już na pierwszym podjeździe zacząłem jechać do tyłu i pierwsza grupa kolarzy zniknęła mi z horyzonty. Cóż, kondycja nie poprawiła się aż tak bardzo jak myślałem.

Skoro walczę o przysłowiową pietruszkę, to pozostało mi potraktować wyścig jak szybką przejażdżkę w okolicach Uścia Gorlickiego. Trasa bardzo malownicza. Szczególnie jej druga połowa. Na przedostatnim podjeździe genialny widok na Jezioro Klimkowskie. Wrócę tu za rok i zgarnę podium! :-)

Skandia Kraków

Maraton przyjeżdża do mojego rodzinnego Krakowa. Nie wypada nie wystartować. W zeszłym roku – nie do końca świadomy co robię – pojechałem dystans medio. Krótko mówiąc, cierpiałem bardzo. Udało się przejechać. Jak na pierwszy start, byłem zadowolony.

13173907_1164362783585898_658854859369603179_n (1)

 

W tym roku, znając swoje postępy w jeździe na rowerze, byłem pewny, że poprawię swój czas. Udało się. Trasę przejechałem 47 minut szybciej! Mimo tego, że w Lasku Wolskim miałem kraksę i przeleciałem przez kierownicę. Ta różnica czasu pozytywnie mnie zaskoczyła. Co prawda zajęta lokata nadal  nie daje powodów do dumy i w sumie nie specjalnie jest się czym chwalić. Progres jest, więc czas i pieniądze wydane na trening nie zostały zmarnowane.

About dwabaranki

Leave a Reply