Kraków - Rabka-Zdrój - Kraków, 4-5 lipiec 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Rabka-Zdrój

Upały i piękna słoneczna pogoda. Czego chcieć więcej w weekend. Większość ludzi wybiera się nad wodę. Zabierając całą rodzinę. Do tego grill i przenośną lodówkę wypełnioną piwem. Pełen chill i lenistwo.

My jak zawsze trochę na przekór wszystkim. Dwa wolne dni wolimy spędzić na rowerze. Od jesieni planowaliśmy przejazd do Rabki. Wyjazd przesuwany n-razy. Zmotywowani, pełni zapału ruszamy w drogę.
Czekają na nas w końcu gładkie asfalty, podjazdy i piękne widoki.

Część trasy już znamy. Wzdłuż Wisły przez Kolną śmigamy do Skawiny. Następnie zdobywamy Dobczyce. Trasę jechaliśmy jesienią. Przerwa na coffee break. Powrót do smaków dzieciństwa. Lody z Dobczyc. Nadal mają ten sam smak. Jak przed laty przysiadamy na murku pod świętym Florianem. Upał zaczyna doskwierać.

Kraków - Rabka-Zdrój - Kraków, 4-5 lipiec 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Łatwiejsza część za nami. Teraz czas na 20 km podjazdu. Zaczyna się zupełnie niepozornie piąć w górę. Kręcimy i końca nie widać. Pot zaczyna spływać po nas ciurkiem. Piotrek motywuje, że nie zostało nam dużo. Robi się stromo. Szczyt zdobyty. W nagrodę panorama okolicy. Jak tu pięknie! Nic tak nie motywuje do podjeżdżania, jak wizja długich i krętych zjazdów. W przydrożnym sklepie uzupełniamy bidony i spalone kalorie. Po drodze robimy to trzykrotnie. Wychodzi 10 bidonów na głowę. Nieźle grzeje.

Kraków - Rabka-Zdrój - Kraków, 4-5 lipiec 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Przedostatni etap trasy to zjazd do Mszany Dolnej. W końcu możemy chwilę odpocząć. Ostatnie 10 km okazały się mocno pofałdowane. Cieszy nas widok tablicy Rabka-Zdrój. Udało się przejechać 90 km i ponad 1000 m w pionie. Jutro trzeba wrócić rowerem do Krakowa. Czas na regenerację. Wpadamy do Cafe Słodka na żurek i wielką porcję makaronu. Smakuje doskonale.

Rabka, jak się okazało, jest bardzo lubianym wakacyjnym kurortem. Mieliśmy problem ze znalezieniem noclegu. Po kilkunastu telefonach znalazło się miejsce w Willi Rozmaryn. Do willi temu przybytkowi trochę daleko. Jako opcja – wymyć się, pójść spać i oddać pokój z samego rana i nigdy nie wrócić – dała radę.

Największą atrakcją Rabki jest ogromny park. Unia Europejska pomogła w jego odnowie. Świetne miejsce dla rodzin z dziećmi (liczne place zabaw, parki linowe, wypożyczalnie sprzętu wszelakiego itp.). Dla fanów MTB jest jeszcze mozliwość wypadu rowerem na Turbacz. Nikt tu się nie będzie nudził.

W niedzielę czas na powrót do Krakowa. Szczerze mówiąc baliśmy się o naszą kondycję. Czy nogi będą chciały kręcić? Początek poszedł zadziwiająco łatwo. Największe podjazdy nie były takie straszne. Raz dwa i już szczyt. Super punkt widokowy. Od szczytu aż do Dobczyc nie musieliśmy pedałować. Super zjazd i lekkie zakręty pozwalały nabrać sporo prędkości. Na dole mieliśmy ochotę zjechać jeszcze raz.

Kraków - Rabka-Zdrój - Kraków, 4-5 lipiec 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Dobczyce pojawiły się jakby znienacka. Krótka przerwa na lody i picie. Dziś upał był bardziej nieznośny. Powietrze jakby zatrzymało się w miejscu. Na podjazdach wrażenie, że jesteśmy w saunie. Pofałdowany teren między Dobczycami a Skawiną nie był naszym sprzymierzeńcem. W Mogilanach dopadł nas mały kryzys. Widok kominów Skawiny jednak podbudował morale. To już blisko. Teraz to już tylko Kolna i jesteśmy w domu.

Zmęczeni, ale niesamowicie zadowoleni dojechaliśmy. W dwa dni 180 km i 2000 m podjazdów na rowerze. Dla nas całkiem sporo. Ogromna satysfakcja, ale przede wszystkim przyjemność z jazdy i aktywnie spędzonego czasu.

 

About dwabaranki

Leave a Reply