rvv koppenberg

Ronde van Vlaanderen przejechane!

Kolejna kolarska przygoda zaliczona. Kolarski klasyk Ronde van Vlaanderen. Trasa którą co rok pokonują profesjonalni kolarze. Odcinki brukowe i strome podjazdy znane z telewizyjnych relacji wyścigu. Chyba każdy kolarz chciałby zobaczyć to na własne oczy i powalczyć z belgijskimi brukami.

Z Krakowa ruszyliśmy w czwartek o 23:00. Transport, van Mercedes z kierowcą, zorganizowany został przez znajomych z Profidea Bike Geometry Studio. Pełen luksus. Cztery osoby plus trzy rowery zmieściły się bez problemu. Cel podróży Brugia. Dotarliśmy koło południa.

Przed startem

Pierwszą noc spędziliśmy w Brugii, w hotelu dla kolarzy. Rowerowy klimat widoczny na każdym kroku. Razem z nami nocował team Lotto NL-Jumbo. W jego składzie jeździ jeden z tegorocznych faworytów Ronde van Vlaanderen – Sep Vanmarcke. Doborowe sąsiedztwo!

rvv ekipa

Po dotarciu na miejsce szybko złożyliśmy rowery i pojechaliśmy na rynek w Brugii. Tam następnego dnia miał być start dla osób jadących najdłuższy dystans – 227 km. W knajpce na rynku usiedliśmy na kolarską kawę…i naleśniki. Posileni ruszyliśmy zwiedzać miasto. Przepiękne! Niesamowity klimat. Warto zobaczyć. Chętnie spędzilibyśmy tu kilka godzin więcej ale musieliśmy jechać odebrać numery.

rvv brugia

W Oudenaarde czekały nasze numery i pakiety startowe. Po za numerkiem dostaliśmy instrukcje obsługi Ronde van Vlaanderen Cyclo oraz naklejkę na ramę z rozpisanymi najważniejszymi podjazdami i bufetami na trasie. Na rynku Oudenaarde mieściła się meta naszej imprezy oraz imprezy profesjonalistów następnego dnia. Tu był też start krótszych dystansów 129 km i 71 km.

rvv1

 

Dzień startu

Pobudka o świcie. W sumie to nawet przed świtem. Jak otworzyłem oczy było jeszcze ciemno. Nie lubię tak wstawać. Start organizatorzy zaplanowali między godziną 7:00 i 9:00 rano. Musieliśmy w tym czasie pojawić się w dwóch miejscach. Na starcie długiego dystansu w Brugii. Ten jechali koledzy Tomek i Paweł. Później start mojego krótszego 129 km w Oudenaarde. Nie jestem aż takim twardzielem jak oni. Dzięki temu, że mieliśmy opcję van’a z kierowcą, udało się zdążyć.

rvv pchamy

Na wszystkie trzy dystanse wyruszyło kilkanaście tysięcy kolarzy. Ta liczba trochę przytłacza ale dzięki rozbiciu na trzy dystanse i świetnej organizacji, raczej nie utrudnia to jazdy. Przynajmniej bardziej niż na maratonach MTB jakie przejechałem w Polsce. Ze znanych podjazdów nie udało się podjechać Koppenberg’u. Maksymalne nachylenie 22% pokonało wielu kolarzy i razem z nimi pchaliśmy rowery na szczyt.

rvv paterberg

Większość napotkanych po drodze podjazdów jest bardzo stroma. Życie dodatkowo utrudnia bruk. Gdy jedziesz pod górę, nie daje się bardzo we znaki, ze względu na niższą prędkość jazdy. Gorzej na brukowanych zjazdach. Tutaj całe ciało mocno odczuwa nierówności. Rękawiczki z dodatkową ilością żelu, gruba owijaka i szersze opony niewiele pomagają. Po przejechaniu 80 kilometrów miałem już wrażenie, że przestały pomagać w jakikolwiek sposób.

rvv kraksa

Wiele osób miało awarie. Zdarzyły się też kraksy. Najczęściej spotykanym defektem była dziurawa dętka. Tysiące musiały być wymienione tego dnia. Na szczęście moje opony Schwalbe Durano Double Defense w rozmiarze 25 mm  wytrzymały na bruku (założyłbym 28 mm lub 30 mm, gdyby zmieściły się w ramie roweru). Nie zużyłem ani jednaj dętki.

rvv parking rowerowy

Na pochwałę zasługują bufety. Świetnie zaopatrzone. Po za muzyką na żywo, owoce, ciastka, batony sportowe, woda, napoje izotoniczne. Czego tylko dusza zapragnie. Jedzenia i picia nie zabrakło dla kilkunastu tysięcy kolarzy. Organizacyjny majstersztyk!  W wielu miejscach toalety na trasie, tak by nie “podlewać” okolicznych drzew i krzewów. Co jakiś czas ustawione były śmietniki. Wyrzucanie śmieci na trasie w niedozwolonych miejscach groziło dyskwalifikacją.

rvv selfie

Poszło mi dużo łatwiej niż się spodziewałem. Warto było zadbać o kondycję zimą i trenować w Calpe. Tempo jazdy miałem raczej wycieczkowe. Oglądałem krajobrazy i robiłem pamiątkowe fotki. Belgia jest bardzo podobna do Polski. Przypomina mi Dolinki Podkrakowskie. Jedyna różnica, to mijane miasteczka i domy są ładniejsze i bardziej zadbane, a ścieżki rowerowe i rowerzyści są wszędzie. Raj dla miłośników dwóch kółek.

rvv

Kibicujemy

Ostatni dzień zarezerwowaliśmy na kibicowanie profesjonalnym kolarzom jadącym identyczną trasę. Widzieliśmy przejazd peletonu na żywo w Oudenaarde. Tutaj znajdowała się meta. Większość wyścigu oglądaliśmy na ekranie telewizora w pubie, na terenie muzeum Ronde Van Vlaanderen. Belgowie bardzo żyją kolarstwem. We wspomnianym pubie kibicował z nami tłum ludzi. Tak jak w Polsce podczas meczu reprezentacji piłki nożnej.

rvvc-19

Gdy peleton dotarł na metę, przenieśliśmy się w okolice autobusów teamów kolarskich. Mieliśmy nadzieję na zdjęcie ze znanym kolarzem lub autograf. Nie udało się “złapać” Michała Kwiatkowskiego ale na wspólne selfie zgodził się Geraint Thomas. Trafiłem także na prezenterów Global Cycling Network.

rvvc-21

About dwabaranki

Leave a Reply