Skandia Maraton, Kraków 16 maj 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Skandia Kraków zaliczona

Z przebitą tylną oponą, po czterech godzinach jazdy na max’a dotarłem do mety. Monika, mój wierny kibic, darła się na finiszu dodając mi otuchy. Czy warto było tak się męczyć? Maraton Skandia Kraków podobno nie należy do najłatwiejszy, więc postawiłem sobie poprzeczkę wysoko, jak na pierwszy w życiu start.

Skandia Maraton, Kraków 16 maj 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Człowieka czasem kusi by podjąć jakieś wyzwanie. Sprawdzić się i swoje możliwości. W tym roku dopadło mnie to po raz pierwszy w lutym i postanowiłem wybrać się na Ronde Van Vlaanderen. Los chciał, że nie pojechałem. Cóż czasem trzeba pogodzić się z okolicznościami i wymyślić sobie nowe wyzwanie.

W maju w Krakowie maraton MTB. Start na Błoniach Krakowskich. To 10 min od domu. Idealna okazja na start i nowe wyzwanie. Co prawda baranki jeździły do tej pory tylko na szosówkach – ale to nie problem. W piwnicy stoi stary “góral” Giant w srebrnym kolorze. Służy obecnie jako city bike siostry. Wozi dzieci i zakupu po okolicy. Amor ma, odpowiednie opony są, napęd sprawny. Jak odepnę koszyczek na zakupy i fotelik dziecięcy, to srebrna strzała będzie gotowa do walki o podium!

Start! Ruszam gdzieś z ostatniego sektora. Taki los debiutanta. Na początek  wjazd do Lasku Wolskiego. Tutaj strome podjazdy. Peleton jeszcze nie rozciągnięty. Robi się bardzo ciasno, ciężko jechać. Osoby z przodu już nie dają rady podjeżdżać, zaczynają pchać rowery. Robi się korek, wszyscy pchamy już na pierwszych kilometrach.

Skandia Maraton, Kraków 16 maj 2015 r. /fot. Piotr Rudziewicz

Tutaj dochodzą do głosu “prawdziwi twardziele”. Zaczynają się wrzaski: “Pedałować k… to nie spacer”, “Zrobić miejsce ja tu chcę jechać”. Widzi debil, że nie ma jak jechać ale drzeć ryj musi. Niektórym współzawodnictwo wyłącza mózg. Cóż w końcu walczą o “medal z ziemniaka”. Trzeba zrobić wszystko by być o metr dalej i sekundę szybciej.

Wyznaczona trasa była bardzo ciekawa. Nigdy nie jeździłem tymi odcinkami, więc odkryłem coś nowego. Podziwiałem widoki na trasie, bo nie walczyłem o “medal z ziemniaka” i miałem na to czas. Brakuje mi jeszcze kondycji. Ostatnie 10 km ledwie pedałowałem. Wysiłek na maratonie na pewno pomoże ją poprawić.

SKA62_17262_2015

Spodobały mi się maratony. Nie ze względu na współzawodnictwo. Przed imprezą przygotowywana jest trasa. Organizator ją oznacza i wiemy jak jechać. Jeśli masz ochotę pojeździć w terenie, to idealne rozwiązanie. Nie trzeba zastanawiać się gdzie i którędy jechać. Wybierasz dystans i jedziesz. Po drodze są bufety z jedzeniem i wodą. Jak zorganizowany wyjazd rowerowy. Oczywiście nic za darmo ale opłaty dla organizatorów są rozsądne. Warto zapłacić za tak zorganizowaną przejażdżkę. Już szykuję się na kolejne!

skandia_krakow

 

About dwabaranki