turbacz-nologo-1

Turbacz rowerem

Wyjechać na Turbacz rowerem. Taka myśl chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Szczyt ma 1310 m wysokości. To już nie byle co, jest sporo do podjechania. Czytałem i słuchałem relacje z podobnej wyprawy. Kilku znajomych było już na górze. W końcu nastał ten dzień. Atak na szczyt!

Z kolegą Maćkiem zdecydowaliśmy się na sobotę 13 sierpnia. Idealna data, szkoda że nie piątek. Zaplanowaliśmy dojazd z Krakowa do Rabki Zdrój i tam start przejazdu czerwonym szlakiem do góry. Gdy pakowaliśmy rowery do samochodu, dotarło do nas, że wybraliśmy akurat długi weekend na wyprawę. Korki na Zakopiance gwarantowane, a kto wie jak na szlaku?

turbacz-nologo-1

Na szczęście zakopianka była przejezdna, a na szlaku turystów tyle co spacerowiczów w Lasku Wolskim. Luzik. Podjazd okazał się dość trudny. Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak ciężko. Trasa przejezdna na całym dystansie, jednak dość trudna technicznie i na kilku fragmentach z nachyleniem ponad 20% było ciężko. Pchaliśmy rowery. Jeszcze trochę brakuje mocy w nogach.

Po około 3 godzinach walki z czerwonym szlakiem (wliczając robienie selfie na trasie, sikanie i inne głupoty) dotarliśmy na szczyt. Widoki znakomite. Warto wspinać się na Turbacz rowerem ponad 700 m z Rabki Zdrój by to zobaczyć.  Na wyciągnięcie ręki Tatry, Jezioro Czorsztyńskie i wiele innych. Siedzieliśmy przy stoliku w schronisku pod szczytem, piliśmy kawę – ulubiony napój kolarzy i przez te krajobrazy żal nam było ruszać dalej.

turbacz-nologo-2

Zjazd w dół zaczęliśmy niebieskim szlakiem pieszym. Jazda tym szlakiem rowerem jest zakazana. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Podobno można dostać wysoki mandat. Nam w długi weekend udało się uniknąć kary. Straszna szkoda, że ten szlak nie jest dopuszczony dla rowerów. Zjazd jest genialny. Dość stromy, sporo kamieni korzeni oraz schodów z belek. Czyli dożo fajnych rzeczy dla kolarzy górskich. Wymaga jednak pewnych umiejętności jazdy. Wielu rowerzystów musiałoby sprowadzać rowery.

Małą niespodziankę mieliśmy na samym końcu trasy. Droga szutrowa powoli zmieniała się w dość trudną technicznie trasę, a później w strumień. Dosłownie. Spory odcinek nieśliśmy rowery na plecach brodząc w wodzie. Temperatura wody nie ułatwiała nam sprawy. Nie ma jak przygody na trasie :-)

Spotkanie przy kawie z Trek-Segafredo, 18 lipiec 2016 Kraków /fot. Piotr Rudziewicz

Ostatecznie szczęśliwi ale zmoknięci trafiliśmy do Rabki Zdrój. Szczerze polecam Turbacz wszystkim kolarzom. Piękna trasa, piękne krajobrazy. Tylko zróbcie sobie alternatywą trasę zjazdu jeśli nie lubicie spacerów w górskich strumieniach.

About dwabaranki

Leave a Reply